Tryptyk z Nowosielskim

Epizod pierwszy, Azory 1993

U początku mojej formacji seminaryjnej (było to po zakończeniu I roku), podczas wakacji gościliśmy świeckich franciszkanów z terenów byłego Związku Radzieckiego. Obok licznych konferencji był również czas na poznawanie zabytków Krakowa oraz bliższych i dalszych okolic (Wieliczka, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Jasna Góra). Pewnego popołudnia udaliśmy się do wspólnoty tercjarzy przy naszym kościele w krakowskiej dzielnicy Azory. Witający nas gwardian zwrócił uwagę na wyjątkowy wystrój tej świątyni, którego autorem jest Jerzy Nowosielski. Ołtarz, nawiązujący stylem do ikonostasu, stanowi jedną całość z ikonami obrazującymi pasję Jezusa Chrystusa.

Nie potrafiłem wówczas docenić piękna tych ikon...

Epizod drugi, Azory 2002/2003

Polecenie przeniesienia się do klasztoru na Azorach było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Jednak bez żadnych problemów wypełniłem nałożoną na mnie obediencję. Na tym etapie mojego życia miałem już doświadczenie kilku wyjazdów na Ukrainę, gdzie zetknąłem się z ikonami –zarówno zabytkowymi jak i współ-czesnymi. Dość szybko zaangażowałem się w pracę z dziećmi i młodzieżą z lokalnej wspólnoty oazowej. Obok właściwego im planu pracy zaproponowałem spotkania z osobami, które z racji specyficznego wykształcenia mogą podzielić się swoją wiedzą, osiągnięciami, radą. Jedną z takich osób był o. Zygfryd Kot, jezuita, ikonopis. Podczas spotkania powiedział o ikonach Nowosielskiego w naszym kościele, że wymieniane są w najbardziej fachowych opracowaniach i katalogach, przedstawiane są jako wzorcowe w ramach jego stylu.

Wiadomo, że ikona nie jest zwyczajnym obrazem o tematyce religijnej lecz dziełem sztuki zrodzonym na podstawie głębokiej modlitwy. Niesie ona w sobie symbolikę, a gdy mowa jest o szkole ikonopisania powinniśmy mówić o specyficznych znakach wypracowanych przez pokolenia twórców. Spotkanie z tajemnicą ikony pozwala wniknąć w najgłębszą duchową stronę życia.

I wówczas coś we mnie drgnęło...

Epizod trzeci, Włocławek 2005

„We współczesnej kulturze polskiej Jerzy Nowosielski to postać wyjątkowa. Jest przede wszystkim artystą, twórcą ikon, malarzem obrazów o treści sakralnej, autorem polichromii wnętrz cerkiewnych kościelnych. Ma również, jak sam wyznaje, „skłonność do filozofowania”. Jego intuicje teologiczne jednych irytują, drugich ośmielają do myślenia i samodzielnego szukania prawdy. (…) Człowiek wielu świtów duchowych, człowiek niejednego pogranicza, czasem niepozbawiony sprzeczności, drastyczny w swoich sądach, mający swoje upodobania i awersje.” W dość obszernym omówieniu wywiadu pt. Mój Chrystus. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim, tematyka eschatologiczna jest tylko jednym z wątków. Na obszernym tle chrystologii i eklezjologii, jak również swobodnych rozważań o miłosierdziu, etyce, stosunku człowieka do świata stworzeń (szczególnie zwierząt) autor ukazuje poglądy Nowosielskiego odnośnie nadziei na przemianę świata.

W ostatnich dniach Okił Khamidow (reżyser i producent ze świata współczesnego show-biznesu) otrzymał polskie obywatelstwo. Komentując ten fakt przyznał, że poczuł się Polakiem wówczas, gdy zaczął narzekać bez powodu. Podczas zakończonej niedawno kolędy mogłem spotkać wiele takich zachowań. Również w postawie Nowosielskiego można zauważyć elementy manichejskiego pesymizmu. Z pewnością powodów dla takiej postawy u niego można dopatrywać się w głębokich podziałach chrześcijaństwa oraz narosłych przez lata uprzedzeniach i stereotypach myślowych jednych o drugich. „Chrystusem nikt nie może rozporządzać. On jest naprawdę suwerenny. Nie może go zawłaszczyć żaden Kościół ani żaden system myślowy, choćby najdoskonalszy. Nie staje się wyłączną własnością żadnego człowieka ani żadnego Kościoła: Chrystus nie da się zaanektować (…) Kościołowi wydaje się tylko, że przyswoił sobie Chrystusa; to Chrystus przyswaja sobie Kościół, kiedy i jak chce. Chrystusa nie można mieć na własność. A już szczególnie nie można Go mieć na własność ideologiczną bądź też dogmatyczną.” Słowa te nabierają jeszcze głębszego znaczenia w trwającym aktualnie Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Owszem, wiele osób nam współczesnych nie angażuje się głębiej w poruszone przez Nowosielskiego oraz jego rozmówcę zagadnienia. Niemniej jednak „każdy człowiek na swój sposób doświadcza życia i śmierci, wiary i nadziei, szczęścia i rozpaczy, miłości i nieprzyjaźni” I dodaje: „Dramat własnego życia może lepiej zrozumieć poprzez dramat samego Chrystusa”. W uzasadnieniu swoich poglądów odwołuje się do treści objawień jakich doświadczyła św. Faustyna oraz powstałej na nich teologii miłosierdzia. Ta dość popularna praktyka duszpasterska nie tylko polskiego Kościoła domaga się poważniejszego potraktowania.

Józef Tischner w jednym ze swoich ostatnich rozważań zauważył: „Czy mocowałeś się kiedy, drogi czytelniku, ze swoją własną miłością? Czy odczuwałeś bezradność, w jaką wtrąca miłość bezsilna? Miłości takiej doświadczyli ci, co podziwiali wspaniałość skazanej na zniszczenie Jerozolimy. Także Jair, także siostry Łazarza. Teraz przychodzi kolej na Chrystusa. Patrząc na zagubionego wśród swoich bied człowieka, Bóg partycypuje w miłości bezsilnej. Człowiek sam wyda na zniszczenie to, co z takim mozołem budował.” Jakże wielu z nas chciałoby (a może już to czyni?) dokonać podziału chrześcijan na „naszych” i tych co to mają się nawrócić, w domyśle do Kościoła rzymskokatolickiego. Czy postawa ta licuje z głębią Bożego miłosierdzia? Bardzo poruszające są słowa artysty z Krakowa, jak również przybliżającego jego poglądy ks. Hryniewicz: „Wierzę w to, co Chrystus powiedział s. Faustynie, a mianowicie, że każdy człowiek ma prawo do zbawienia. Prawem największego nawet grzesznika jest zbawienie. Nie muszę w tym miejscu wyjaśniać, dlaczego są to myśli bardzo bliskie mojej wrażliwości religijnej i teologicznej.”

Na tym szeroko opisanym tle przechodzimy do zagadnień stricte eschatologicznych. Główne pytania stawiane zarówno przez Nowosielskiego, jak i przybliżającego jego duchową sylwetkę ks. Hryniewicza dotyczą nadziei powszechnego zbawienia. W odniesieniu do treści wydanego w 1992 roku Katechizmu Kościoła katolickiego (który podtrzymuje tradycyjną naukę o wieczności piekła) przytoczona została wypowiedź ekumenicznego patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I: „Dlaczego nie powiedzieć nic o nadziei i modlitwie o zbawienie powszechne, które odnajdujemy u Ambrożego z Mediolanu, Grzegorza z Nyssy, Dionizego Areopagity, Izaaka Syryjczyka, Juliana z Norwich oraz u tylu wielkich współczesnych teologów takich jak Hans Urs von Balthasar? Problemy te są istotne dla dzisiejszego człowieka, który oscyluje w tragiczny sposób między lękiem przed nicością a zwodniczymi obietnicami reinkarnacji.”

Owa nadzieja na powszechne zbawienie jest nieodłącznie związana z nadzieją na przeobrażenie świata, tzn. takie współżycie ludzi, zwierząt i całej przyrody, które będzie w pełni harmonijnym. Drogą wiodącą do tego stanu jest nieustanne oczekiwanie, bycie w gotowości, na ponowne przyjście Chrystusa. Jednak „w czasie swoich ziemskich dziejów Kościół nie jest w stanie przyswoić sobie Chrystusa w całej Jego pełni. Zawodzą wszelkie próby racjonalnego zgłębienia Jego tajemnicy. Stajemy w obliczu wstrząsającego misterium dobra i zła. Choć piekło ustawicznie wychodzi na powierzchnię ziemi, dzięki Chrystusowi ta właśnie infernalna rzeczywistość świata może być jednak przemieniona. Chrystus zstępuje w infernum świata. Nie oczekujmy, iż na ziemi zrozumiemy, w jaki sposób się to dzieje. Jest to przede wszystkim sfera duchowego doświadczenia, sfera nadziei i oczekiwania. Wielka tajemnica Chrystusa wymyka się naszemu rozumowaniu, naszej filozofii i teologii. Musi taka pozostać, dopóki trwają dzieje naszego świata, wciąż znaczone cierpieniem i pytaniami bez odpowiedzi.”

Cóż więc pozostaje?

W obliczu tylu ekstremalnych wyzwań najpewniejszym rozwiązaniem wydaje się być wejście człowieka w ciszę. Tylko w niej człowiek może postawić pytanie – jedno, dwa, wiele... Od tego momentu pozostaje tylko czekać, aż odpowiedź sama przyjdzie, czekać – nawet życie całe.

„Jako teolog mam większość prawd ułożonych, problemów rozwiązanych, chociaż tych jest mniej, ale jako człowiek, wierzący człowiek, za każdą prawdą dostrzegam znaki zapytania, każda prawda budzi setki pytań. Nie żebym wątpił, ale – jak fala morska uderzająca o klifowy brzeg – uderzają w każdą z tych prawd nowe pytania, najczęściej bez odpowiedzi. Jeżeli nawet jest odpowiedź, to sama odpowiedź zawiera w sobie następne pytania, budzi lawinę następnych kwestii. Ale wiem, Panie, że jeżeli pewnego dnia tych pytań zabraknie – nie dopuść do tego, mój Boże, będę wtedy stary duchem, będę cierpiał na duchową sklerozę. Dlatego zostaw mi je, Panie. Dlatego modlę się do Ciebie, Duchu Święty, pomnażaj je, wzbudzaj nowe, jak wzbudzasz pąki na wiosennych drzewach. Cóż bym bowiem rozbił w niebie, gdybym wszystkie problemy rozwiązał tu, na ziemi!”

Eryk Hoppe OFM — „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”