|
Powrócić do tego, co istotne Dopiero co w Kościele powszechnym ucichły fanfary Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, a „my, Bracia Mniejsi – ponieważ zbliża się 800-lecie powstania naszego Zakonu, gdy papież Innocenty III zatwierdził ustnie naszą Regułę – przygotowujemy się do obchodzenia łaski początków. (…) Według historyków św. Franciszek otrzymał w 1209 r. od „pana papieża” zatwierdzenie swego „sposobu życia”, czyli tego, co później będzie nazwane „Protoregułą”. Sam Franciszek mówi nam o tym w swoim Testamencie: „I gdy Pan dał mi braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej. I ja kazałem to spisać w niewielu prostych słowach, i papież potwierdził mi.” Ten „sposób życia” rozwijał się według potrzeb naszej Wspólnoty, będącej podstawą Reguły z 1221 r., a następnie Reguły z 1223 r., zatwierdzonej przez Honoriusza III. Teksty te po upływie wielu wieków, nadal są odniesieniem istotnym dla zrozumienia Franciszka i dla zrozumienia nas samych.” Od pierwszych lat istnienia pokutników z Asyżu kładziono wielki nacisk na całkowite posłuszeństwo względem hierarchii kościelnej. Bezpośrednim powodem dla tej postawy były istniejące równolegle rozmaite ruchy (np. katarzy, waldensi), które głosząc zasady powrotu do ewangelicznego ubóstwa negowały jednak znaczenie sakramentów i konieczność istnienia władzy pasterskiej. „Zdobywali posłuch dzięki temu, że wchodzili pomiędzy rzemieślników i gadatliwe kumoszki. (…) Obmawiali kapłanów, biskupów i zakonników, niekiedy nie bez pewnej słuszności. Następnie sami podawali się za ubogich i czystych, za prawdziwych naśladowców Chrystusa. Objaśniali Ewangelię swym słuchaczom w języku ludowym, podczas gdy w kościołach posługiwano się łaciną. Niektórzy głosili nauki apokaliptyczne o bliskim przyjściu antychrysta i podniecali tym masy. Wszyscy zwróceniem uwagi na ubóstwo dotykali najbardziej aktualnych spraw społecznych, które w ówczesnym społeczeństwie zaczynają się zarysowywać, kiedy nie odróżniano tak jaskrawo szlachty od sług, jak większych od mniejszych, „maiores” od „minores”. (…) Nauki te i zagmatwane przepowiednie mąciły w umysłach, które nie oddawały się tak bardzo pracy, ażeby przez to zapomnieć o sprawie wiecznej.” Biedaczyna z Asyżu natomiast przyjął zupełnie odmienny punkt widzenia: całkowicie poddał się pod posłuszeństwo. Wynikało to z jego zamiłowania do porządku i pracy, a tłem dla tego była właściwa mu i innym mieszkańcom Umbrii tradycyjna religijność. Jakkolwiek z początku bracia prowadzili wędrowny tryb życia (co było swoistym novum wobec zasady stabilitas loci), to w dość krótkim czasie utworzono klasztory, a wraz z pojawieniem się we wspólnocie kapłanów przystąpiono do codziennego sprawowania mszy świętej. Sięgając do Napomnień, będących zapisem krótkich kazań pokutnych, które wygłaszał Franciszek podczas kaznodziejskich wędrówek zauważamy troskę o poważne traktowanie najświętszej spośród wielu tajemnic wiary: „… potępieni są ci wszyscy, którzy widzą sakrament (Ciała Chrystusowego), dokonywany słowami Pana na ołtarzu przez ręce kapłana pod postacią chleba i wina, ale nie widzą i nie wierzą według ducha i bóstwa, że jest to prawdziwie Najświętsze Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa. (…) Dlatego: Synowie ludzcy, dokąd będziecie twardego serca? Dlaczego nie poznajecie prawdy i nie wierzycie w Syna Bożego? Oto uniża się co dzień, jak wtedy, gdy z tronu królewskiego zstąpił do łona Dziewicy. Codziennie przychodzi do nas w pokornej postaci. Co dzień zstępuje z łona Ojca na ołtarz w rękach kapłana.” Aby jednak ta praktyka nie spowszedniała zakonodawca polecał współbraciom przyjmowanie „Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa z wielką pokorą i czcią” po wcześniejszym głębokim żalu za wszelkie możliwe wykroczenia i spowiedzi u kapłanów zakonu lub innych – roztropnych i katolickich, bo tylko oni „otrzymali władzę związywania i rozwiązywania.” Wobec powyższego można pokusić się o stwierdzenie, że na tle wcześniej istniejących zakonów praktyka ta nie była czymś nadzwyczajnym. Zupełnie inne światło jednak pada na jego czyny wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę rozwój jego działalności w czasach po Soborze Laterańskim IV, kiedy to ochotnie włączył się w „krucjatę eucharystyczną” zainicjowaną przez papieża Innocentego III a kontynuowaną później przez Honoriusza III. Biografowie franciszkańscy wskazują tu na List do duchownych traktując go jako swego rodzaju dowód na to zaangażowanie; echo poruszanych w nim zagadnień występuje również w Liście skierowanym do całego Zakonu. „Zwróćmy uwagę, wszyscy duchowni, na wielki grzech i nieświadomość niektórych względem Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz względem najświętszych imion i słów Jego napisanych, które uświęcają ciało. (…) Niech więc wszyscy szafarze tych najświętszych tajemnic, zwłaszcza ci, którzy to czynią bez szacunku zastanowią się, jak liche są kielichy, korporały i obrusy, które służą do ofiary Ciała i Krwi Jego. (…) Poprawmy się więc bez zwlekania i zdecydowanie z tych wszystkich i innych błędów.” „Proszę również w Panu wszystkich moich braci kapłanów, którzy są i będą, i pragną zostać kapłanami Najwyższego, ilekroć zechcą odprawić mszę, aby sami będąc nieskazitelni, w sposób nieskazitelny z czcią składali prawdziwą ofiarę Najświętszego Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, z świętą i czystą intencją, nie dla uzyskania jakiejś ziemskiej rzeczy ani z obawy przed jakimś człowiekiem lub z miłości ku niemu, jakby dla przypodobania się ludziom; lecz cała wola, o ile wspomoże łaska, niech się kieruje ku Bogu, stąd niech pragnie podobać się jedynie samemu najwyższemu Panu, bo On sam jeden działa w tej tajemnicy, jak Mu się podoba. (…) Posłuchajcie, moi bracia: jeśli Błogosławiona Dziewica odbiera, i słusznie, taką cześć, ponieważ nosiła Go w najświętszym łonie; jeśli św. Jan Chrzciciel zadrżał i nie śmiał dotknąć świętej głowy Boga; jeśli szanujemy grób, w którym przez pewien czas spoczywało Ciało Chrystusa, jakżeż święty, sprawiedliwy i godny powinien być ten, który rękami dotyka, sercem i ustami przyjmuje i innym do spożywania podaje Pana, który już nie podlega śmierci, lecz żyje w wiecznej chwale, na którego pragną patrzeć aniołowie. Patrzcie na swoją godność, bracia kapłani, i bądźcie świętymi, bo On jest święty.” Wypowiedziane w tych słowach zachęty stanowiły i nadal stanowią inspirację dla otwierania się braci mniejszych na działanie łaski, na ciągłe wracanie do początków. Jedną z postaci, która poważnie podeszła do wskazań Serafickiego Patriarchy był Paschalis Baylon. Urodził się 16 maja 1540 r. w hiszpańskiej miejscowości Torrehermosa (Aragonia). Od pierwszych lat życia, ubogacony przykładną postawą rodziców i rodzeństwa, wykazywał upodobanie do rzeczy świętych. Wedle legendarnych przekazów imiona Jezusa i Maryi miał wypowiadać i szybciej i ładniej niż słowa „mama” lub „tata”; zaś w obliczu świętych czynności, jak na przykład msza święta i dokonywane podczas niej podniesienie, doznawał stanów głębokiego wzruszenia. Rodzice musieli w końcu położyć kres tym praktykom, co przez małego Paschalisa zostało odebrane bardzo boleśnie. Bezpośrednim powodem tej decyzji było opuszczenie domu przez niego, czego opiekunowie nie zauważyli. „Zatroskani przemierzyli wzdłuż i wszerz drogi miasteczka, pytając napotkanych ludzi, czy nie widzieli małego Paschalisa. Nikt jednak nie potrafił udzielić im upragnionej odpowiedzi. Po wielu godzinach lęku i smutku, głęboko zatroskana matka weszła do kościoła, aby prosić Pana o odnalezienia synka. Zobaczyła tam swe dziecko przed ołtarzem, klęczące ze złożonymi dłońmi i ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum. Wydawało się, że to jakaś klęcząca figura. Nie potrafił jeszcze mówić, nie modlił się zatem, lecz tylko patrzył na tabernakulum, towarzysząc Jezusowi.” Inna legenda z czasów jego dzieciństwa głosi, że odwiedzając kiedyś swego chorego kuzyna Franciszka Delgado ubrał jego habit franciszkański (który nosił wskutek ślubu uczynionego przez jego rodziców) i mimo usilnych nalegań nie chciał zdjąć. Gdy wreszcie zdjęto go zeń siłą bardzo płakał z uporem dziecka powtarzając „Chcę być franciszkaninem! Chcę być franciszkaninem!” Musiało jednak upłynąć wiele lat zanim Paschalis zdołał zrealizować swoje dziecięce postanowienie. Do 24. roku życia wykonywał prace pasterskie zarówno w rodzinnej miejscowości jak i w dalszej okolicy. Zasłynął w tym czasie poważnym zaangażowaniem w rozwój pobożności eucharystycznej (starał się prowadzić powierzone sobie owce w pobliża kościołów, aby mając je na widoku mógł żarliwiej się modlić) i maryjnej (odmawiał wszystkie części różańca, a także śpiewał pieśni porównywalne z naszymi Godzinkami) oraz apostolstwie wśród swoich towarzyszy. Jego oddziaływanie było na tyle silne, że koledzy w jego towarzystwie ograniczyli wulgarny język a z czasem nawet podejmowali z nim wspólne modlitwy. Wreszcie w 1564 r. Paschalis, po wielu prośbach, został przyjęty do alkantaryjskiej gałęzi Zakonu Braci Mniejszych. Podczas próby nowicjackiej przełożeni wielokrotnie poddawali go próbom, gdyż sława jego świątobliwości z okresu przed rozpoczęciem życia zakonnego była wielka. Po złożeniu profesji rozpoczął ofiarną pracę na rzecz wspólnot oraz wiernych, którzy przy nich się gromadzili. „Zajęciem szczególnie ukochanym przez Paschalisa było służenie do mszy świętej. Sprawowanie tej funkcji przynosiło mu najwięcej zadowolenia. Im częściej mógł służyć do mszy świętej tym był szczęśliwszy. Zdarzało się, że podejmował liturgiczną służbę ołtarza pięć albo sześć razy w ciągu dnia, zawsze z tą samą najwyższą pobożnością i czcią.” Poza aktywnością na tym polu wykonywał zadania wynikające z funkcji furtiana i, okresowo – w czasie żniw, winobrania czy zbiorów oliwek, kwestarza. Zawsze, co trzeba mocno podkreślić, jego postawa była nienaganna. Każdy przybywający do furty – ubogi czy potrzebujący posługi sakramentalnej, każde spotkane podczas kwestarskich wędrówek dziecko, odwiedzani chorzy mogli liczyć na konkretne gesty: od cukierków poprzez miskę gorącej strawy aż po cudowne uzdrowienia, które przypisywano jego modlitwie wstawienniczej. Rzetelność jaka go cechowała znalazła uznanie u przełożonych, którzy powierzyli mu misję dostarczenia ważnych dokumentów z klasztoru w Walencji, gdzie naówczas mieszkał do komisarza rezydującego w Jerez della Frontiera (mniej więcej osiemset kilometrowa, w jedną stronę, piesza podróż) czy też ministra generalnego będącego we Francji, co wiązało się z licznymi niebezpieczeństwami, gdyż trzeba było pokonać tereny zamieszkałe głównie przez francuskich protestantów. Jednak i tym razem brat Paschalis stanął na wysokości zadania, co więcej swoim wędrówkom nadał charakter ewangelizacyjny oraz apologetyczny. U schyłku życia jego sława była tak rozległa, że obok ludzi prostych rady szukali u niego również uczeni w dyscyplinach teologicznych. Podejmując z nim rozmowę można było odnieść wrażenie, że jest on wybitnym znawcą Pisma świętego oraz dzieł Ojców Kościoła jak i wielkich teologów lat późniejszych. Przedstawiona pokrótce postawa Paschalisa z pewnością cieszyłaby jeszcze bardziej, gdyby mogła trwać dłużej. Jednak intensywne posty i zakrojone na szeroką skalę praktyki pokutne oraz uczynność na rzecz wszystkich spotykanych osób sprawiły wielkie wycieńczenie organizmu. Ostatnie tygodnie przed śmiercią ciężko przechorował. Wszelkie cierpienia z tym związane nie powodowały jednak u niego smutku ale, przeciwnie, ogromną radość z bliskiej perspektywy spotkania z Bogiem. W ostatnich chwilach życia chciał całkowicie zidentyfikować się ze swoim zakonodawcą i poprosił o położenie w skromnym odzieniu na nagiej ziemi. Prośby tej jednak nie spełniono, co umierający zakonnik przyjął w duchu świętego posłuszeństwa. Konając w obecności swego ojca duchownego i innych współbraci z klasztoru w Villarreal trzymał w dłoni różaniec. Z imieniem Zbawiciela na ustach odszedł do wieczności 17 maja 1592 r., mając 52 lata życia, w tym 28 lat w zakonie. „Grób jego bardzo szybko stał się miejscem pielgrzymek z każdego zakątka ziemi. 29 września 1618 r. Papież Paweł V ogłosił Paschalisa błogosławionym. Kanonizował go zaś papież Aleksander VIII w Bazylice watykańskiej 16 października 1690 r. Natomiast 28 listopada 1897 r. Papież Leon XIII Listem Apostolskim Providentissimus Deus ogłosił go patronem Kongresów i Stowarzyszeń Eucharystycznych.” Czy tylko św. Paschalis Baylon był tym który wiernie zachowywał wskazania Serafickiego Patriarchy? Oczywiście nie, gdyż w wielkim gronie świętych i błogosławionych naśladowców Biedaczyny z Asyżu możemy wskazać zarówno tych którzy żyli u zarania zakonu jak i w latach bliższych naszej epoce. Dość wspomnieć o św. Klarze, św. Antonim z Padwy, , św. Bonawenturze, św. Bernardynie ze Sieny czy św. Leonardzie Męczeńska droga tych ostatnich rozpoczęła się 26 sierpnia 1940 r., kiedy to w godzinach porannych do klasztoru wkroczyło gestapo. O tej porze w kościele była sprawowana msza święta, więc Niemcy zwoławszy do refektarza obecnych w domu zakonników poczekali do jej zakończenia, aby wszystkim oznajmić konieczność wyjazdu do Rzeszy celem nauki języka. W ciągu kilku godzin mieli stawić się na posterunku „ze wszystkimi osobistymi rzeczami i kosztownościami. (…) Żegnani serdecznie i z płaczem przez licznie zebranych wiernych, dwoma dorożkami udali się do siedziby gestapo. Świadek tego wydarzenia stwierdza: Kiedy wychodziliśmy do furty, to ludzie rzucali się na nas, żeby nas pożegnać; żegnali nas jak na śmierć idących. I nie mylili się.”. Dokładne dzieje tych zakonników, a także innych osób uwięzionych w Dachau przybliża obszerna literatura, zarówno o charakterze pamiętnikarskim jak i fachowe opracowania wykonane w trakcie procedur procesu beatyfikacyjnego. Odnosząc się do tego wątku można wskazać na wspomnienia biskupa Franciszka Korszyńskiego o wymownym tytule „Jasne promienie w Dachau”. Każda Eucharystia, nierzadko w urągających jej świętości warunkach, przy bluźnierczym zachowaniu esesmanów była takim jasnym promieniem pozwalającym podtrzymać, choćby o jedną chwilę, jeden dzień dłużej, nadzieję. W pierwszych miesiącach pobytu w obozie „prawdziwym przywilejem było tylko to, że codziennie mieliśmy mszę świętą, na którą uczęszczaliśmy niejako urzędowo, na rozkaz. (…) Mimo to [ks. Paweł Prabucki, kapłan diecezji chełmińskiej] nie mógł udzielać komunii świętej tysiącu i więcej pragnących posilić się Chlebem anielskim.” Niestety jesienią 1941 r. uwięzionych kapłanów, alumnów i braci zakonnych pozbawiono tej radości, co było bezpośrednim następstwem odmowy wpisania się na Volkslistę. „Wtedy też kapłanów innych narodowości oddzielono od nas i umieszczono na innym bloku; tam urządzono im kaplicę, w której stale przebywał Najświętszy Sakrament. Nam wyraźnie i surowo zabroniono uczęszczać do tej kaplicy. Tylko więc czasem jakiemuś naszemu śmiałkowi udało się tam dostać, gdy dyżurnym przy tamtym bloku był kapłan, wczuwający się w nasze kapłańskie dusze. Ale nawet sama świadomość, że na sąsiednim bloku mieszka Pan Jezus Eucharystyczny, miała dla nas wielkie znaczenie, gdyż myślą przenosiliśmy się tam nieraz. Kiedyśmy przechodzili obok kaplicy, a esesmana blisko nie było, zdejmowaliśmy czapki jak w Polsce przed świątynią; w czasie zaś, gdyśmy musieli chodzić z gołą głową, tym serdeczniej w duchu pozdrawialiśmy Pana Jezusa. Słowem, bliskie Jego sąsiedztwo wywierało na nas duży wpływ religijny, ożywiało miłość, pogłębiało cześć dla Niego.” Kolejna zmiana zaszła podczas zwiększonych dostaw paczek żywnościowych, co nastąpiło około połowy 1942 r. Wśród niezbędnych wiktuałów więźniom dostarczano również hostie i butelki z winem mszalnym. „Tak więc w tajemnicy przed zwierzchnią władzą obozu (…) zaczęliśmy odprawiać msze święte. Oczywiście musieliśmy zachowywać tu wielką ostrożność, a nawet do pewnego stopnia konspirację. Wyłącznie prawie w niedziele rano, kiedy zaledwie świtać zaczynało, wystawialiśmy czujki w rogu bloku, by w każdej chwili mogły ostrzec, gdy zbliżał się ktoś niepożądany, czyli esesman jeszcze nie wtajemniczony, nie przekupiony. Na izbie zaś wszyscy jej mieszkańcy w wielkim skupieniu i przejęciu uczestniczyli w ofierze mszy świętej, którą jeden z księży na zwykłym stole, przy jednej lub dwu małych świeczkach, używając zwykłego kubka, w zwykłym obozowym ubiorze, składał Panu nad pany. Po komunii kapłańskiej każdy z nas otrzymywał świeżo konsekrowaną Hostię i sam udzielał sobie komunii świętej. Ci i owi otrzymywali większą ilość Hostii świętych, by Chlebem anielskim karmić swych świeckich kolegów, którzy o to prosili, by też i dla siebie mieć ten Chleb na dni powszednie.” Jakie wnioski możemy wysnuć z całości powyższych rozważań? Z pewnością będzie ich wiele, gdyż każdy chrześcijanin musi określić się wobec najświętszej tajemnicy wiary. A odpowiedź nie może być banalna i udzielona pochopnie… Niech pomocą w jej poszukiwaniu będą słowa księdza biskupa Franciszka Korszyńskiego: „Myślę, że w Dachau nauczył nas Pan Jezus, jak mamy stosować w praktyce polecenie dane każdemu nas w dniu święceń kapłańskich: Imitamini quo tractatis – Naśladujcie to, co sprawujecie. A kapłan sprawuje Najświętszą Ofiarę, ofiarą też ma być jego życie. (…) Pozbawił nas Pan Jezus mszy świętej i jednocześnie w duszach naszych budził gorące jej pragnienie, by nam pokazać, że nią żyć mamy, że taka winna być postawa kapłana! Uniemożliwił nam Pan Jezus normalne sprawowanie urzędu kapłańskiego, byśmy się nauczyli cenić go należycie i chętnie służyli bliźnim. Jaka wzniosła i zbawienna, choć straszliwie bolesna nauka! Czy skorzystaliśmy z niej? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie nasze życie.” |
|
Eryk Hoppe OFM — „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” |